Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brodski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brodski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 grudnia 2017

Spełniło się moje marzenie (wspólne zapewne wielu czytelnikom Josifa Bodskiego) i - dzięki projektowi Eshkolot pt. Shakespeare in the Ghetto - znalazłam się w grudniu w Wenecji.

Zamieszczę tu tylko dwa zdjęcia.

Pierwsze z Nabrzeża Zatterego (dawniej Nieuleczalnie chorych; pod nazwą "Nabzeże Nieuleczalnie chorych" był wydany po rosyjsku słynny wenecki esej Brodskiego "Znak wodny"), gdzie przyszłam z wycieczką śladami Brodskiego i trafiliśmy na chwilę zachodu słońca. Takie oko puszczone przez geniusza miejsca.

A drugie to weneckie kolory: ochra, cegła, zieleń, biel, szarość.



sobota, 16 września 2017

"Przyznaję się, że bliżej mi do Ostrowskiego niż do Byrona. (Są momenty, kiedy czuję się Szekspirem)..."

Although for a writer to mention his penal experiences - or
for that matter, any kind of hardship - is like dropping names
for normal folk, it so happened that my next opportunity to pay
a closer look at Auden occurred while I was doing my own time
in the North, in a small village lost among swamps and forests,
near the polar circle. This time the anthology that I had was
in English, sent to me by a friend from Moscow. It had quite
a lot of Yeats, whom I then found a bit too oratorical and 

sloppy with meters, and Eliot, who in those days reigned supreme 
in Eastern Europe. I was intending to read Eliot.


But by pure chance book opened at Auden's In memory of
W. B. Yeats.

(Josif Brodski, To please a Shadow, 1983)  

Dla pisarza wspomnienie o własnych przeżyciach penitencjarnych
 - jak o wszelkich próbach życiowych, przez jakie przeszedł - 
jest wprawdzie czymś takim jak w pzypadku normalnych ludzi
popisywanie się znajomościami, tak się jednak złożyło, że następna
okazja bliższego przejrzenia się Audenowi pzypadła mi w trakcie
mojego zesłania na Północ, w małej wiosce pdo kęgiem polarnym
zagubionej wśród bagien i lasów. Tym razem w moim posiadaniu 
znalazła się antologia w języku angielskim, przysłana mi przez przyjaciela
z Moskwy. Było w niej sporo Yeatsa, który wydawał mi się wtedy 
trochę zbyt retoryczny i rytmicznie rozlazły, oraz Eliota, który w owych
czasach królował w Europie Wschodniej niepodzielnie. Miałem zamiar
czytać Eliota.

Czystym przypadkiem jednak książka otwarła się na wierszu Audena
"Pamięci W. B. Yeatsa".

(Josif Brodski, Sprawić przyjemność cieniowi, przeł. Stanisław Barańczak)


List Josifa Brodskiego do Lwa Gordina, 13.06.1965. 

Jak dla mnie, młody Brodski bardzo trafnie opisuje w nim wiersz angielski, który później opanuje - pisząc po rosyjsku - do perfekcji.


"Я собираюсь сейчас устроить тебе маленькую Ясную Поляну; мое положение если не обязывает к этому, то позволяет. Точнее: мое расположение, географическое… Если тебе что и мешает сделаться тем, чем ты хотел бы сделаться, так это: 1) идиотские рифмы, 2) восходящая к 30-м годам брутальная инструментовка, 3) плен мнений разных лиц… Поэтому смотри на себя не сравнительно с остальными, а обособляясь. Обособляйся и позволяй себе все что угодно. Если ты озлоблен, то не скрывай этого, пусть оно грубо; если весел – тоже, пусть оно и банально. Помни, что твоя жизнь – это твоя жизнь. Ничьи – пусть самые высокие – правила тебе не закон. Это не твои правила. В лучшем случае, они похожи на твои. Будь независим. Независимость – лучшее качество, лучшее слово на всех языках. Пусть это приведет тебя к поражению (глупое слово) – это будет только твое поражение. Ты сам сведешь с собой счеты; а то приходится сводить счеты фиг знает с кем. А вот кое-что практически (ради Аллаха не сердись на меня). Самое главное в стихах это – композиция. Не сюжет, а композиция. Это разное. У тебя в Мятеже главное тоже композиция ‹"Мятеж безоружных" – моя пьеса о декабристах. – Я. Г.›: попробуй казнь переставить в начало – что получится? Смрад. 

И вот (еще раз прости) что нужно делать. Надо строить композицию. Скажем, вот пример: стихи о дереве. Начинаешь описывать все, что видишь, от самой земли, поднимаясь в описании к вершине дерева. Вот тебе, пожалуйста, и величие. Нужно привыкнуть картину видеть в целом… Частностей без целого не существует. О частностях нужно думать в последнюю очередь. О рифме – в последнюю, о метафоре – в последнюю. Метр как-то присутствует в самом начале, помимо воли, – ну и спасибо за это. Или вот прием композиции: разрыв. Ты, скажем, поешь деву. Поешь, поешь, а потом – тем размером – несколько строчек о другом. И, пожалуйста, никому ничего не объясняй… Но тут нужна тонкость, чтобы не затянуть уж совсем из другой оперы. Вот дева, дева, дева, тридцать строк дева и ее наряд, а тут пять или шесть о том, что напоминает ее одна ленточка. Композиция, а не сюжет. Тот сюжет для читателя не дева, а "вон, что творится в его душе"… Связывай строфы не логикой, а движением души – пусть тебе одному понятным. Они и будут тебе дороги, эти стихи. И от всех мнений избавят. А потом тебе мнений и не захочется. Я, разумеется, понимаю, что ты на все, что я говорил, наплюешь. На здоровье. Но, по крайней мере, будешь это знать, если раньше не знал; а если знал, то вспомнишь лишний раз. Главное – это тот самый драматургический принцип – композиция. Ведь и сама метафора – композиция в миниатюре. Сознаюсь, что чувствую себя больше Островским, чем Байроном. (Иногда чувствую себя Шекспиром.) Жизнь отвечает не на вопрос: что? – а: что после чего? И перед чем? Это главный принцип. Тогда и становится понятным "что". Иначе не ответишь. Это драматургия. Черт знает почему, но этого никто не понимает. Ни холодные люди, ни страстные. Я хотел бы, чтобы ты это понял и запомнил. Даже если не станешь применять. Я бы ужасно хотел, чтобы ты применял.”
*** "Teraz zamierzam ci urządzić małą Jasną Polanę; moja sytuacja jeżeli nie zobowiązuje do tego, to pozwala. Ściślej: moje usytuowanie w przestrzeni... O ile cokolwiek przeszkadza ci w zostaniu tym, kim chciałbyś zostać, to 1) idiotyczne rymy, 2) nawiązująca do lat trzydziestych brutalna instrumentacja, 3) niewola opinii różnych osób... Więc patrz na siebie osobno, nie w porównaniu do innych. Odosobniaj się i pozwalaj sobie na wszystko. Jesteś rozdrażniony - nie ukrywaj tego, niech będzie szorstko; jesteś wesół – tak samo, niech zakrawa o banał.  Pamiętaj, że twoje życie jest twoje. Niczyje – nawet najwznioślejsze – zasady nie są dla ciebie prawem. Bo nie są twoje. W najlepszym razie przypominają twoje. Bądź niezależny. Niezależność to najlepsza cecha, najlepsze słowo w każdym języku. I nawet gdyby doprowadziła cię do porażki (głupie słowo) –będzie to tylko twoja porażka. Sam zdasz sobie sprawę; bo inaczej musisz zdawać sprawę byle komu. I kilka rzeczy praktycznych (na Allacha, nie złość się na mnie). Najważniejsza w wierszu jest kompozycja. Nie treść – kompozycja. To nie to samo. W twojej „Rebelii” <”Rebelia bezorężnych” – sztuka L.G. o dekabrystach> też najważniejsza jest kompozycja: przenieś kaźń na początek – co wyjdzie? Smród.

Więc oto (wybacz ponownie) co trzeba robić. Trzeba budować kompozycję. Weźmy przykład: wiersz o drzewu. Zaczynasz opisywać wszystko, co widzisz, od samej ziemi, zmierzając w opisie do szczytu drzewa. I oto proszę, sięgasz wielkości. Trzeba się przyzwyczaić do ogarniania całości… Szczegół nie istnieje bez całości. O szczegół dbaj w ostatniej kolejności. O rym – na końcu, o metaforę – na końcu. Metrum wejdzie od początku, wbrew woli – dzięki za to. Albo taki chwyt kompozycyjny: urwanie. Opiewasz, dajmy na to, pannę. Opiewasz sobie a potem – tym samym rozmiarem – kilka wersów o czym innym. I błagam, nikomu nic nie wyjaśniaj... Aczkolwiek tu potrzeba precyzji, żeby nie zacząć zupełnie z innej beczki. Więc panna, panna, panna, przez trzydzieści wersów panna i jej ubiór – a potem pięć czy sześć o tym, co ci przypomina jedna jej wstążka. Kompozycja, nie treść. Tą treścią dla czytelnika nie będzie panna, tylko „patrz co mu w duszy gra”... Nie łącz strof logiką, łącz poruszeniem duszy, nawet gdy tylko ty to rozumiesz. Taki wiersz będzie ci drogi. Uwolni cię od wszystkich opinii. Aż sam nie będziesz tych opinii chciał. Oczywiście, mam świadomość, że będziesz miał w nosie to wszystko, o czym się rozpisuję. Na zdrowie. Ale przynajmniej będziesz o tym wiedział, jeżeli wcześniej nie wiedziałeś; a gdybyś już wiedział, to nie zaszkodzi sobie przypomnieć. Najważniejsza jest zasada dramaturgiczna – kompozycja. Przecież i metafora to kompozycja w miniaturze. Przyznaję się, że  bliżej mi do Ostrowskiego niż do Byrona. (Są momenty, kiedy czuję się Szekspirem). Życie nie odpowiada na pytanie: co? tylko na pytanie: co po czym?  przed czym? To najważniejsza zasada. Dopiero wówczas można zrozumieć „co”. Inaczej nie odpowiesz. Dramaturgia. Cholera wie, czemu nikt tego nie rozumie. Ani ci letni, ani ci z pasją. Chciałbym, żebyś to zrozumiał i zapamiętał. Nawet jeżeli tego nie użyjesz. Ale strasznie bym chciał, żebyś użył.”

środa, 9 listopada 2016

Ambition, Distraction, Uglification and Derision

Ten wiersz Brodskiego został przytozony przez kogoś z okazji amerykańskich wyborów, ale zamieszczam go tu z czystego zachwytu. Jak każdy dobry wiersz, jest wielopłaszczyznowy i wielopoziomowy. I na którymś poziomie jest Bóg ojciec siedzący pod drzewem poznania dobra i zła w Edenie i zapowiedź wcielenia i krzyża. I badzo ludzki (właściwie, męski) sposób tworzenia - mnożenie (i stąd lustro, którego nie zabierzesz do grobu) i niewiedza i strach, co z tego pozostanie, i czy pozostanie cokolwiek (ach, te plemniki... zmazy nocne... words, words, words...).
A epigraf niech będzie z "Alicji w Krainie Czarów":
"Ah! Then yours wasn't a really good school," said the Mock Turtle in a tone of great relief. "Now, at ours, they had, at the end of the bill, 'French, music and washing - extra'."
"You couldn't have wanted it much," said Alice; "living at the bottom of the sea."
"I couldn't afford to learn it," said the Mock Turtle with a sigh. "I only took the regular course."
"What was it?" inquired Alice.
"Reeling and Writhing, of course, to begin with," the Mock Turtle replied; "and then the different branches of Arithmetic - Ambition, Distraction, Uglification and Derision."
"I never heard of 'Uglification'," Alice ventured to say. "What is it?"
The Gryphon lifted up both its paws in surprise. "Never heard of uglifying!" - it exclaimed. "You know what to beautify is, I suppose"
"Yes," said Alice doubtfully: "It means - to-make-anything-prettier."
"Well, then," the Gryphon went on, "if you don't know what to uglify is, you are a simpleton."

Ветреный летний день.
Прижавшееся к стене
дерево и его тень.
И тень интересней мне.
Тропа, получив плетей,
убегает к пруду.
Я смотрю на детей,
бегающих в саду.
II
Свирепость их резвых игр,
их безутешный плач
смутили б грядущий мир,
если бы он был зряч.
Но порок слепоты
время приобрело
в результате лапты,
в которую нам везло.
III
Остекленелый кирпич
царапает голубой
купол как паралич
нашей мечты собой
пространство одушевить;
внешность этих громад
может вас пришибить,
мозгу поставить мат.
IV
Новый пчелиный рой
эти улья займет,
производя живой,
электрический мед.
Дети вытеснят нас
в пригородные сады
памяти -- тешить глаз
формами пустоты.
V
Природа научит их
тому, что сама в нужде
зазубрила, как стих:
времени и т. д.
Они снабдят цифру "100"
завитками плюща,
если не вечность, то
постоянство ища.
VI
Ежедневная ложь
и жужжание мух
будут им невтерпеж,
но разовьют их слух.
Зуб отличит им медь
от серебра. Листва
их научит шуметь
голосом большинства.
VII
После нас -- не потоп,
где довольно весла,
но наважденье толп,
множественного числа.
Пусть торжество икры
над рыбой еще не грех,
но ангелы -- не комары,
и их не хватит на всех.
VIII
Ветреный летний день.
Запахи нечистот
затмевают сирень.
Брюзжа, я брюзжу как тот,
кому застать повезло
уходящий во тьму
мир, где, делая зло,
мы знали еще -- кому.
IX
Ветреный летний день.
Сад. Отдаленный рев
полицейских сирен,
как грядущее слов.
Птицы клюют из урн
мусор взамен пшена.
Голова, как Сатурн,
болью окружена.
X
Чем искреннее певец,
тем все реже, увы,
давешний бубенец
вибрирует от любви.
Пробовавшая огонь,
трогавшая топор,
сильно вспотев, ладонь
не потреплет вихор.
XI
Это -- не страх ножа
или новых тенет,
но того рубежа,
за каковым нас нет.
Так способен Луны
снимок насторожить:
жизнь как меру длины
не к чему приложить.
XII
Тысячелетье и век
сами идут к концу,
чтоб никто не прибег
к бомбе или к свинцу.
Дело столь многих рук
гибнет не от меча,
но от дешевых брюк,
скинутых сгоряча.
XIII
Будущее черно,
но от людей, а не
оттого, что оно
черным кажется мне.
Как бы беря взаймы,
дети уже сейчас
видят не то, что мы;
безусловно не нас.
XIV
Взор их неуловим.
Жилистый сорванец,
уличный херувим,
впившийся в леденец,
из рогатки в саду
целясь по воробью,
не думает -- "попаду",
но убежден -- "убью".
XV
Всякая зоркость суть
знак сиротства вещей,
не получивших грудь.
Апофеоз прыщей
вооружен зрачком,
вписываясь в чей круг,
видимый мир -- ничком
и стоймя -- близорук.
XVI
Данный эффект -- порок
только пространства, впрок
не запасшего клок.
Так глядит в потолок
падающий в кровать;
либо -- лишенный сна --
он же, чего скрывать,
забирается на.
XVII
Эта песнь без конца
есть результат родства,
серенада отца,
ария меньшинства,
петая сумме тел,
в просторечьи -- толпе,
наводнившей партер
под занавес и т. п.
XVIII
Ветреный летний день.
Детская беготня.
Дерево и его тень,
упавшая на меня.
Рваные хлопья туч.
Звонкий от оплеух
пруд. И отвесный луч
-- как липучка для мух.
XIX
Впитывая свой сок,
пачкая куст, тетрадь,
множась, точно песок,
в который легко играть,
дети смотрят в ту даль,
куда, точно грош в горсти,
зеркало, что Стендаль
брал с собой, не внести.
XX
Наши развив черты,
ухватки и голоса
(знак большой нищеты
природы на чудеса),
выпятив челюсть, зоб,
дети их исказят
собственной злостью -- чтоб
не отступить назад.
XXI
Так двигаются вперед,
за горизонт, за грань.
Так, продолжая род,
предает себя ткань.
Так, подмешавши дробь
в ноль, в лейкоциты -- грязь,
предает себя кровь,
свертыванья страшась.
XXII
В этом и есть, видать,
роль материи во
времени -- передать
все во власть ничего,
чтоб заселить верто-
град голубой мечты,
разменявши ничто
на собственные черты.
XXIII
Так в пустыне шатру
слышится тамбурин.
Так впопыхах икру
мечут в ультрамарин.
Так марают листы
запятая, словцо.
Так говорят "лишь ты",
заглядывая в лицо.

piątek, 12 sierpnia 2016

Dining like a pauper

Wszystkich poetów, których lubię, łączy to, że są skaldami, łączą wyrafinowanie formalne z pięknymi kenningami. Ale zauważyłam, że moje osobiste sposoby rowiązywania tych kenningów i cieszenia się nimi są dla każdego poety inne.

Najlepiej to obrazuje powiedzenie breakfast like a king, lunch like a prince, dine like a pauper - w często powtarzanym w moim domu rodzinnym wariancie: завтрак съешь сам, обед раздели с другом, ужин отдай врагу (śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, kolację oddaj wrogowi). 

Auden to niewątpliwie śniadanie: jego kenningami chcę cieszyć się w samotności i  nie dzielić się z nikim, jak kwiatem kaktusa. MacNeice jest zdecydowanie lunchem, którym lubię się delektować w wąskim gronie. No a Mandelsztam jest uroczystą kolacją, jego kenningi proszą się o wspólnotę, tłum i publiczność, żądają rozgłosu i światowości i są wnoszone jak kolejne dania, tylo na spróbowanie, żeby zyskać uznanie smakoszy. Jest jeszcze Brodski, który doskonale mieści się w nieujętej w przysłowiu kategorii five o'clock (niby pijemy herbatkę, ale ile przy tym zjemy...)

Więc będzie o Mandelsztamie.

sobota, 26 marca 2016

Josif Brodski, Меня упрекали за все, окромя погоды.../ I've been reproached for everything save the weather... / Oprócz pogody, łajano mnie chyba o wszystko...

Меня упрекали во всем окромя погоды,
и сам я грозил себе часто суровой мздой.
Но скоро, как говорят, я сниму погоны
и стану просто одной звездой.

Я буду мерцать в проводах лейтенантом неба
и прятяться в облако, слыша гром,
не видя, как войско под натиском ширпотреба
бежит, преследуемо пером.

Когда вокруг больше нету того, что было,
Не важно, берут вас в кольцо или это - блиц.
Так школьник, увидев однажды во сне чернила,
готов к умножению лучше любых таблиц.

И если за скорость света не ждешь спасибо,
то общего, может быть, небытия броня
ценит попытки ее превращенья в сито
и за отверстие поблагодарит меня.

(1994)

Georgia O'Keeffe, Starlight night, 1917


Taps (translated by author)

I've been reproached for everything save the weather
and in turn my own neck was seeking a scimitar.
But soon, I'm told, I'll lose my epaulets altogether
and dwindle into a little star.

I'll twinkle among the wires, a sky's lieutenant,
and hide in clouds when thunder roars,
blind to the troops as they fold their pennant
and run, pursued by pen, in droves.

With nothing around to care for, it's of no import
if you are blitzed, encircled, reduced to nil.
Thus wetting his dream with the tumbled ink pot,
a schoolboy can multiply as no tables will.

And although the speed of light can't in nature covet
thanks, non-being's blue armor plate,
prizing attempts at making a sifter of it,
might use my pinhole, at any rate.
(1994)


***
Oprócz pogody, łajano mnie chyba o wszystko,
i sam narażałem się nieraz na srogą karę.
Lecz wkrótce, jak to się mówi, zdejmę dystynkcje
i pojedynczą gwiazdą zostanę.

Będę mrugać w przewodach – porucznik nieba -
i, skoro zagrzmi, chować się za chmury,
nie widząc, jak wojsko cofa się przed zalewem
tandety, ścigane przez pióro.

Gdy dookoła tego, co było, już nie ma,
nie jest istotne, czy to najazd czy oblężenie.
Tak uczeń, po pierwszej zmazie atramentem,
jest lepiej od tablic gotów do mnożenia.

I chociaż prędkości światła nie chodzi o wdzięczność,
może przynajmniej pancerz wspólnego niebytu
doceni starania, żeby go w sito przemienić,
i z mojego otworu zrobi użytek.

niedziela, 6 marca 2016

Josif Bodski, Pada śnieg.../ Снег идет, оставляя весь мир в меньшинстве

Pada śnieg, cały świat zostawiając w mniejszości.
Taka pora – raj dla Pinkertonów:
Przyłapujesz sam siebie  w dowolnej istocie
Przez niedbałość odcisku w rzeczonej.
Lecz nie żąda się płacy za takie odkrycia;
Cały rewir spoczywa w cichości.
Ileż światła stłoczyło się w gwiazdy odprysku
tuż przed nocą! Jak w łodzi uchodźcy.
Nie oślepnij, uważaj! Sam jesteś sierotą,
Odszczepieńcem, wyrzutkiem, warchołem.
Ani grosza przy duszy, i szukać nie warto,
Para z ust w smoczy profil skłębiona.
Lepiej pomódl się na głos, jak ten nazirejczyk
drugi, za tych, kto z darem przemierza -
samozwańczy królowie – połówki tej Ziemi
i za dzieci, co w kołyskach leżą.

(1986)

piątek, 30 października 2015

Josif Brodski, Holandia jest płaskim krajem...

Keesowi Verheulowi

Holandia jest płaskim krajem, który
się staje w ostatecznym rozrachunku
tym morzem, którym w ostatecznym rozrachunku
Holandia jest. Niewyłowione ryby,
prowadząc holenderskie konwersacje,
są przekonane, że ich wolność jest aliażem
ryciny z koronkami. I nie sposób
w Holandii wejść na górę albo umrzeć
z pragnienia, jeszcze trudniej pozostawić
wyraźny ślad, rowerem odjeżdżając
od domu, a tym bardziej odpływając.
Wspomnienia to Holandia. Nie ma tamy,
co ich powstrzyma. I w tym sensie mieszkam
w Holandii o wiele dłużej niż
tutejsze fale, co się toczą dalej
bezadresowo. Jak te wersy.

piątek, 23 października 2015

Иосиф Бродский, Новая жизнь / Josif Brodski, Nowe życie

Wyobraź sobie, że wojna skończyła się, nastał znów
pokój, że wciąż odbijasz się w lustrze, że kos lub sroka,
a nie bombowiec nuci wśród liści swe „ćwir” bez słów,
że widzisz za oknem nie zgliszcza miasta, lecz szczyt baroku
miasta; pinie, palmy, magnolie, zwinny bluszcz,
wawrzyn. Że brąz ogrodzenia, w którego ażur się chował
księżyc, zwycięsko odparł atak mimozy plus
wybuch agawy. Że życie trzeba zacząć od nowa.

Ludzie wychodzą z pokojów, gdzie krzesła ratują przed
zawrotem głowy, podobne do „b” lub „d” do złudzenia.
Nie są oni potrzebni nikomu, chyba że
Samym sobie, płytom chodnika i prawom mnożenia.
To wpływ posągów. Ściśle mówiąc, ich pustych nisz.
Czyli skoro nie świętość, to chociaż jej synonim.
Wyobraź sobie, że to jest prawda. Że mówiąc o nich,
o zbędnym, o marginalnym, mówisz też o sobie.

Nowe życie zaczyna się od obrazów, z tych,
gdzie wybuch wulkanu, łódka, którą morze miota.
Od zrodzonego przez nie poczucia, że tylko ty
Patrzysz na katastrofę. Poczucia, że jesteś gotów
odwrócić się w każdej chwili, zobaczyć kawę, stół,
sofę i kwiaty w żółtym chińskim wazonie przy sofie.
Ich krzykliwe kolory, pochylenie ich głów
też uprzedzają zresztą o bliskiej katastrofie.

Każda rzecz jest nietrwała. Niestety, sama myśl
o niej niebawem znika. W ogóle, rzecz to lokaj
myśli. Stąd jej kształty, wzięte z głowy, jej rys
przywiązania do miejsca, właściwość Penelopy,
czyli potrzeba przyszłości. Rano koguta krzyk.
W nowym życiu, w hotelu, gdy wychodzisz z łazienki
okryty prześcieradłem, wyglądasz jak pasterz tych
wszystkich drewnianych, żelaznych, czworonożnych mebli.

Wyobraź sobie, że epos kończy sielanka, a
słowa są odwrotnością monologu płomienia,
który pożerał chciwie lepszych niż ty, jak drwa,
lecz nie znalazł w tobie zdatnego pożywienia:
zbyt mało masz w sobie ciepła. Dlatego przeżyłeś. Więc
nie jesteś jakoś szczególnie zmartwiony obojętnością
miejscowych wener, pomon, wertumnusów i west,
Dlatego piosnka pasterska na twych ustach gości.

Ileż się można tłumaczyć. Jakkolwiek ukryty as,
Na stole są tylko walety w bliżej nieznanym atu.
Pomyśl, że im jest szczerszy głos, tym mniej w sobie ma
łez, miłości do czegokolwiek, pasji, strachu.
Wyobraź sobie, że w radiu słyszysz stary hymn.
Wyobraź sobie, że orszak za każdą literą drepta
Z liter, tworząc niechcący raz „betsy”, raz „ibrahim”,
pióro wywodząc z zasięgu sensu i alfabetu.

Zapada zmierzch w nowym życiu. „C” cykad dźwięcznie brzmi;
Klasyczna perspektywa, w której brakuje czołgu,
lub, na samym jej końcu, zwilgotniałej mgły;
goły parkiet, na którym nigdy nie tańczono.
W nowym życiu do chwili nikt nie zawoła „trwaj”,
Bo skoro się zatrzyma, szybko idzie na straty.
Zresztą poloru w twych rysach już teraz wystarczy na
To, by na odwrocie skrobnąć „pozdrawiam” i pocztą nadać.

Białe ściany pokoju jeszcze wzmagają swą biel,
Kiedy się rzuca na nie, niby na postrach, spojrzenie,
które przywykło nie tyle do rozległości pól,
ile do braku w spektrum ich beznamiętnych odcieni.
Wiele można wybaczyć rzeczy, tym bardziej gdy
rzecz ma się zaraz skończyć. W ostatecznym rozrachunku
Na ciekawości tych pustych miejsc, na badaniu ich
bezprzedmiotowych landszaftów właśnie polega sztuka.

Chmury w nowym życiu są lepsze od słońca. Deszcz
padający bez przerwy jest jak samowiedza.
W kolei ten pociąg, na który akurat nie czekasz dziś
Na peronie w płaszczu, bez opóźnienia przyjeżdża.
Tam, gdzie jest horyzont, niech żagiel sprawuje sąd.
Oko woli krztę mydła, niż pianę czy szmat płócienny.
I jeśli ktoś cię zapyta: „Kim jesteś?” odpowiedz: „Kto?
Ja? Jestem nikt”, jak Ulisses rzekł niegdyś do Polifema.


środa, 31 grudnia 2014

Josif Brodski, 1 stycznia 1965 roku

Królowie twoje drzwi ominą,
Nie będzie gwiazdy nad futryną,
Jak dawniej słuch wychwyci ino
Ochrypły wiatru jęk.
Cień zrzucisz z obolałych ramion
i zanim zaśniesz, zdmuchniesz płomień
swej świecy: w kalendarzu bowiem
jest więcej dni niż świec.

Czy to jest smutek? Pewnie smutek.
Znajomy do ostatniej nuty
Śpiew, który składa się z powtórek.
Niech się powtarza wciąż.
Niech zabrzmi też w godzinie śmierci,
jak dziękczynienie ust i źrenic
temu, co każe wzrokiem mierzyć
odległy widnokrąg.

W milczeniu będziesz patrzył w sufit,
bo do skarpetki nikt nie wrzucił
nic - to pozwoli ci zrozumieć,
że jesteś już za stary.
Że pora przyznać: cudów nie ma.
I gdy podniesiesz wzrok do nieba,
poczujesz nagle, że sam jesteś                
z całego serca darem.

50 lat temu...

czwartek, 23 października 2014

Znałem trzech wielkich poetów i każdy z nich był pierwszej klasy sukinsynem

"Znałem trzech wielkich poetów i każdy z nich był pierwszej klasy sukinsynem". 
Ja: Kto? On: "Yeats, Frost, Bert Brecht". 
(Tyle że mylił się co do Brechta: Brecht nie był wielkim poetą.)

Josif Brodski, Sprawić przyjemność cienowi, LnŚ nr 7(204) 1988


Trochę przekładów rosyjskich z Brechta - najlepsze są Słuckiego.

sobota, 11 października 2014

The thing I wish to talk of least of all is Him

http://www.nybooks.com/articles/archives/1974/dec/12/elegy-to-wh-auden/

Bardzo lubię ten wiersz, mimo całej jego niedoskonałości. Brodski wie, o co chodzi w poezji Audena. Ostatnie dwie strofy to drzwi na oścież.

czwartek, 25 września 2014

Blessed be all metrical rules

Blessed be all metrical rules that forbid automatic responses,
force us to have second thoughts, free us from fetters of Self.
W. H. Auden