Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandelsztam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandelsztam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 marca 2017

Uskrzydlona nową perspektywą odkrytą przez jezyk niemiecki (o tym później) wracam do Mandelsztama.

Zapisałam rozmiar mandelsztamowskiego Бессонница. Гомер. Тугие паруса. zgodnie z jego naturalną melodią - tak jak się najlepiej czyta (^ - sylaba "krótka", _ - sylaba "długa", / - cezura, k - kataleksa, literami zaznaczam powtarzalne układy). 

Бессонница. Гомер. Тугие паруса.                                   ^ _ ^ ^ ^ _ / ^ _ ^ ^ ^ _          Ak         
Я список кораблей прочел до середины:                        ^ _ ^ ^ ^ _ / ^ _ ^ ^ ^ _ ^       A
Сей длинный выводок, сей поезд журавлиный,            ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _ ^         B
Что над Элладою когда-то поднялся.                              ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _            Bk

Как журавлиный клин в чужие рубежи, —                    ^ ^ ^ _ ^ _/  ^ _ ^ ^ ^ _           Ck
На головах царей божественная пена, —                       ^ ^ ^ _ ^ _ / ^ _ ^ ^ ^ _ ^        C
Куда плывете вы? Когда бы не Елена,                           ^ ^ ^ _ ^ _ / ^ _ ^ ^ ^ _  ^       C
Что Троя вам одна, ахейские мужи?                               ^ _ ^ ^ ^ _ / ^ _ ^ ^ ^ _           Ak

И море, и Гомер — все движется любовью.                  ^ _ ^ ^ ^ _ / ^ _ ^ ^ ^ _ ^        A
Кого же слушать мне? И вот Гомер молчит,                  ^ _ ^ _ ^ _ / ^ _ ^ _ ^ _           D
И море черное, витийствуя, шумит                                 ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _             Bk
И с тяжким грохотом подходит к изголовью.                ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _ ^ ^ ^ _ ^           B


Uznaje się, ze ten wiersz jest napisany sześciostopowym jambem. Jednak w wymowie - jak wynika z powyższego zapisu - ten rozmiar w czystej postaci pojawia się tylko raz (w drugim wersie ostatniej strofy), natomiast w pozostałych wersach wyraźnie słychać peony czwarte (Brodski też lubił używać peonów w wierszach o morzu). 

Można to zapisać w jeszcze inny sposób (P - peon, J - jamb, + - dodatkowa sylaba "krótka"):

JP/JP+
JP/JP
PPP+
PPP

PJ/JP
PJ/JP+ 
PJ/JP+
JP/JP

JP/JP
JJJ/JJJ
PPP
PPP+

Żadnych wniosków, ale jest w tym coś niejęzykowo pięknego, jak taniec czy układ gałęzi drzew. 

Ciekawe, że peony pojawiają się w wersach najbardziej akustycznych, opisujących dźwięki (krzyk żurawi w pierwszej strofie i szum morza w ostatniej), a "czyste" jamby odpowiadają chwili ciszy: Кого же слушать мне? И вот Гомер молчит.

piątek, 12 sierpnia 2016

Dining like a pauper

Wszystkich poetów, których lubię, łączy to, że są skaldami, łączą wyrafinowanie formalne z pięknymi kenningami. Ale zauważyłam, że moje osobiste sposoby rowiązywania tych kenningów i cieszenia się nimi są dla każdego poety inne.

Najlepiej to obrazuje powiedzenie breakfast like a king, lunch like a prince, dine like a pauper - w często powtarzanym w moim domu rodzinnym wariancie: завтрак съешь сам, обед раздели с другом, ужин отдай врагу (śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, kolację oddaj wrogowi). 

Auden to niewątpliwie śniadanie: jego kenningami chcę cieszyć się w samotności i  nie dzielić się z nikim, jak kwiatem kaktusa. MacNeice jest zdecydowanie lunchem, którym lubię się delektować w wąskim gronie. No a Mandelsztam jest uroczystą kolacją, jego kenningi proszą się o wspólnotę, tłum i publiczność, żądają rozgłosu i światowości i są wnoszone jak kolejne dania, tylo na spróbowanie, żeby zyskać uznanie smakoszy. Jest jeszcze Brodski, który doskonale mieści się w nieujętej w przysłowiu kategorii five o'clock (niby pijemy herbatkę, ale ile przy tym zjemy...)

Więc będzie o Mandelsztamie.

piątek, 15 kwietnia 2016

Osip Mandelsztam, На бледно-голубой эмали... / Na emalii blado-niebieskiej...




Izaak Lewitan, Wczesna wiosna

На бледно-голубой эмали,
Какая мыслима в апреле
Березы ветви поднимали  
И незаметно вечерели.
Узор отточенный и мелкий,
Застыла тоненькая сетка,
Как на фарфоровой тарелке
Рисунок, вычерченный метко, —
Когда его художник милый
Выводит на стеклянной тверди,
В сознании минутной силы,
В забвении печальной смерти.
*** 

Na emalii blado-niebieskiej,
Co w kwietniu jest do pomyślenia
Wznosiły brzozy swe gałęzie,
Zmierzchając niezauważenie.
Wzór drobny, wycyzelowany
Zastyga siatka delikatna,
Jak na talerzu z porcelany
Rysunek nakreślony trafnie,
Gdy go odtwarza malarz miły
Wiernie na szklanym firmamencie,
Świadomy momentalnej siły,
Niepomny nieszczęśliwej śmierci. 



Georgia O'Keeffe, It was blue and green, 1960

niedziela, 10 stycznia 2016

Osip Mandelsztam, Ludzkie zboże

Wiele, wiele jest ziaren w worku, jakkolwiek by ich nie przetrząsać, jakkolwiek by nie przesypywać, wciąż to samo. Żadna liczba Rosjan, Francuzów, Anglików sama w sobie nie tworzy narodu, to wciąż te same ziarna w worku, to samo zboże ludzkie, niezmielone, czystailość. Ta czysta ilość, to ludzkie zboże pragnie być zmielone, zamienione w mąkę, upieczone w chleb. Stan ziarna w bochnach chleba odpowiada stanowi indywiduum w tym zupełnie nowym i niemechanicznym połączeniu, które nazywa się narodem. I oto nadchodzi taka epoka, kiedy chleba się nie piecze, kiedy spichlerze są pełne ludzkiego zboża, lecz nie ma przemiału, młynarz zniedołężniał i zmęczył się, a szerokie błoniaste skrzydła młynów bezbronnie czekają na pracę.
Duchowy piec historii, niegdyś tak szeroki i pojemny, gorący i gospodarny piekarnik, z którego wyszło wiele rumianych chlebów, zastrajkował. Ludzkie zboże wszędzie szumi i faluje, lecz nie pragnie stać się chlebem, choć do tego przymuszają go prostaccy posiadacze, właściciele sąsieków i spichlerzy, którzy uważają się za jego gospodarzy.
Era mesjanizmu ostatecznie i bezpowrotnie skończyła się dla europejskich narodów. Wszelki mesjanizm głosi w przybliżeniu następujące: tylko myśmy chlebem, a wyście byle ziarno, niegodne przemiału, lecz możemy zrobić tak, że i wy zostaniecie chlebem. Wszelki mesjanizm jest naprzód nierzetelny, kłamliwy i obliczony na niemożliwy rezonans w świadomości tych, do kogo kieruje podobne propozycje. Żaden naród mesjanizujący i wieszczący nigdy nie został usłyszany przez inny. Wszyscy mówili w pustkę i ułudne przemowy płynęły równocześnie z różnych ust, nie zauważając siebie nawzajem.
Jest jeden czynnik, który sprzyja powstaniu i rozkwitowi wszelkiego mesjanizmu, każe narodom bredzić ustami nieodpowiedzialnych pityjskich wyroczni, który na długi czas zamienił Europę w pityjskie targowisko idei narodowych: ten czynnik to rozszczepienie politycznego i istotnego kulturowo-gospodarczego życia narodów, rozwarstwienie wymiaru politycznego i narodowego, w uproszczonym ujęciu – niezgodność granic politycznych i narodowych. Lecz w cygańskim taborze etnografii nie ma miejsca dla drapieżników, tutaj pląsa oswojony niedźwiedź, a orła uwiązano za chorą łapę. Polityczne rozbujanie się Europy, jej niestrudzone pragnienie przekrajania swoich granic można traktować jako kontynuację procesów geologicznych, wstrząsów, charakterystycznych dla najmłodszego, najdelikatniejszego, najbardziej historycznego kontynentu, czyje ciemię jeszcze nie skostniało, jak ciemiączko dziecka. Lecz życie polityczne jest katastroficzne w swej istocie. Dusza polityki, jej natura to katastrofa, niespodziewany uskok, zniszczenie. Dobrze jest mieszczanom z „Fausta” na ławeczce, popalając fajkę roztrząsać tureckie sprawy. Trzęsienie ziemi jest przyjemne z daleka, gdy nie przeraża. Jeżeli nie słychać huku wydarzeń politycznych, dla Europy, na wskroś upolitycznionej w swym odczuwaniu świata, to samo w sobie stanowiło wydarzenie:
Carów i ziemskich carstw pociecha –
Umiłowana cisza,
czyli zwyczajny brak katastrofy, był postrzegany prawie namacalnie, jako swoisty delikatny eter ciszy. Katastroficzność politycznego żywiołu sama w sobie doprowadziła do ukształtowania się w samej głębi historycznej Europy potężnego prądu, który obrał sobie za zadanie uśmiercenie życia politycznego jako takiego, zniszczenie samodzielnego i katastrofalnego żywiołu politycznego, walkę z historyczną katastrofą, gdziekolwiek i jakkolwiek się ujawni – ten prąd wydarł się z takiej głębi, że samo jego pojawienie się wyglądało jak katastrofa, lecz, wcale nie będąc katastroficznym w swej istocie, tylko przez nieporozumienie mogło zostać odebrane jako nowe polityczne trzęsienie ziemi, nowa historyczna katastrofa w szeregu innych.
Odtąd polityka umarła jako żywioł, i niech trzykrotnie będzie błogosławiony jej żywot. Wielu jeszcze mówi w starym języku, lecz żaden kongres polityczny w rodzaju wiedeńskich czy berlińskich już nie jest możliwy w Europie, nikt nie będzie słuchał aktorów, zresztą sami aktorzy już nie potrafią grać.
Więc zatrzymanie się życia politycznego Europy jako samoistnego procesu katastroficznego, zakończonego wojną imperialistyczną, zbiegło się z ustaniem organicznego wzrostu idei narodowych, z powszechnym rozpadem narodowości na zwyczajne ziarno ludzkie, zboże, i teraz w głos tego zboża ludzkiego, tej – zgodnie z obecnym niezręcznym określeniem – masy, powinniśmy się wsłuchiwać, żeby zrozumieć, co dzieje się z nami teraz i co nam zgotuje nadchodzący dzień.
Nie w młynie historii politycznej, nie w ciężkich żarnach katastrofy zostanie ludzkie zboże przemienione w mąkę. Teraz trzykrotnie błogosławione jest wszystko, co nie jest polityką w starym słowa znaczeniu, błogosławiona jest ekonomia z jej patosem powszechnego zadomowienia, błogosławiony jest kamienny topór walki klasowej, wszystko, co jest pochłonięte wielką troską o urządzenie światowego gospodarstwa, wszelka roztropność i gospodarność, wszelki lęk o wszechświatowe ognisko. Dobro w znaczeniu etycznym i dobro w znaczeniu gospodarczym, tj. całokształt sprzętów, narzędzi produkcji, powszechnego majątku zaskarbionego mozołem tysiącleci, jest teraz jednym i tym samym.
Żaden naród już nie samookreśli się w toku walki politycznej. Niezależność polityczna już nie czyni narodu; tylko rzucając swój wór na ten nowy młyn, na żarna tej nowej troski, uzyskamy z powrotem czystą mąkę – naszą nową istotę narodową.
Wstyd wczorajszego mesjanizmu jeszcze pali twarze europejskich narodów, i nie znam bardziej palącego wstydu po wszystkim, co się stało. Wszelka idea narodowa we współczesnej Europie jest skazana na nicość, póki Europa nie odnajdzie siebie jako całości, nie poczuje się osobowością moralną. Poza wspólną, macierzystą świadomością europejską niemożliwa jest żadna mniejsza narodowość. Droga wyjścia z rozpadu narodowego, ze stanu ziarna w worze do powszechnej jedności, do międzynarodowości, prowadzi przez odrodzenie świadomości europejskiej, przez odbudowę europejskości jako naszej większej narodowości.
Poczucie Europy, głuche, stłumione, uciemiężone przez wojny i waśnie domowe, powraca w obręb działających, pracujących idei. Rosja przechowała to poczucie dla Europy skrycie i żarliwie, rozpalała ten ogień zawczasu, jak gdyby niepokojąc się, że może zgasnąć. Przypomnijmy Hercena, nie jego poglądy, lecz jego europejską zaradność, gospodarność – wędrował przez państwa Zachodu jak gospodarz po ogromnych rodzimych włościach. Przypomnijmy stosunek Karamzina i Tiutczewa do ziemi Zachodu, do europejskiej gleby. I ten pierwszy, i ten drugi najsilniej czuli glebę Europy tam, gdzie ona wybrzuszyła się górami, gdzie przechowuje żywą pamięć o katastrofie geologicznej. Tutaj, w Szwajcarii, Karamzin przelał sentymentalne łzy rosyjskiego podróżnika. Alpom poświęcone są najlepsze wiersze Tiutczewa. Zupełnie swoiście na wskroś uduchowiony stosunek rosyjskiego poety do geologicznej wybujałości alpejskiego pasma górskiego można wytłumaczyć właśnie tym, że tutaj bujna geologiczna katastrofa podniosła w mocne pasma gór jego rodzimą ziemię historyczną, ziemię, która niesie Rzym i sobór świętego Pawła, ziemię, która niosła Kanta i Goethego, i dlatego tutaj
coś świątecznego się unosi,
jak niedzielna cisza.
Tak europejskie wiersze Tiutczewa są uduchowione historycznym poczuciem europejskiej gleby, i podwójną tiarą są dla poety zwieńczone europejskie Himalaje.
W dzisiejszej Europie nie ma i nie powinno być żadnej wielkości, ani tiar, ani koron, ani majestatycznych idei, przypominających masywne tiary. Gdzie podziało się to wszystko, cała masa litego złota historycznych kształtów idei? Wróciło do stanu stopu, do płynnej złotej magmy, nie przepadło; a to, co rości sobie prawo do wielkości, jest podróbką, butaforią, papier-mache. Trzeba spojrzeć trzeźwo: dzisiejsza Europa to ogromny spichlerz ludzkiego zboża, najprawdziwszego ludzkiego zboża, i wór z ziarnem jest teraz bardziej monumentalny od gotyku. Lecz każde ziarno przechowuje pamięć o pewnym dawnym helleńskim micie o tym, jak Jupiter zamienił się w zwykłego byka, żeby na swym szerokim grzbiecie, ciężko parskając, z różową pianą zmęczenia na pysku, przenieść przez ziemskie wody drogocenny ciężar – delikatną Europę, a ona wątłymi rękoma trzymała się krzepkiej kwadratowej szyi.

wtorek, 1 grudnia 2015

Osip Mandelsztam, Петербургские строфы / Petersburskie strofy

Nikołajowi Gumilowowi

Nad żółcią tynków urzędowych gmachów
Długo się wzbijał mętny wir zawiei,
Znów prawnik wsiada do sań, i z zamachem
Szerokim opatula się szynelem.
  
Zimują statki. Po słonecznej stronie
Kajuty gruba szyba rozgorzała.
I monstrualna, jak pancernik w stoczni,
Ojczyzna odpoczywa, ociężała.

Nad Newą są z pół świata ambasady,
Admiralicja, blask słoneczny, bezgłos!
I państwa sztywna purpurowa szata
Jest niczym zgrzebna włosiennica biedna.

Ciężkie jest brzemię snoba na północy –
Ach, ten odwieczny Onegina spleen;
A na Senackim placu śnieżne kopce,
Chłodek bagnetu i ogniska dym...

Jolki czerpały wodę. Morskie mewy
Robiły najście na konopny skład,
Gdzie krążą tylko chłopi jak z opery,
Sprzedając bułki albo pitny miód.

Automobilów kawalkada we mgle
Zanika; samolubny, skromny piechur –
Dziwak Eugeniusz –wstydzi się swej biedy,
Wdycha benzynę i na los narzeka.

***


          Н. Гумилеву

Над желтизной правительственных зданий
Кружилась долго мутная метель,
И правовед опять садится в сани,
Широким жестом запахнув шинель.

Зимуют пароходы. На припеке
Зажглось каюты толстое стекло.
Чудовищна, как броненосец в доке,--
Россия отдыхает тяжело.

А над Невой -- посольства полумира,
Адмиралтейство, солнце, тишина!
И государства жесткая порфира,
Как власяница грубая, бедна.

Тяжка обуза северного сноба --
Онегина старинная тоска;
На площади Сената -- вал сугроба,
Дымок костра и холодок штыка...

Черпали воду ялики, и чайки
Морские посещали склад пеньки,
Где, продавая сбитень или сайки,
Лишь оперные бродят мужики.

Летит в туман моторов вереница;
Самолюбивый, скромный пешеход --
Чудак Евгений -- бедности стыдится,
Бензин вдыхает и судьбу клянет!


Январь 1913, 1927


Już niejednikrotnie miałam okazję przekonać się, że Mandelsztam w swoich wierszach jest bardzo precyzyjny, ale za każdym razem na nowo mnie to uderza. W tym wierszu przed czytelnikiem stopniowo wyłania się, jak ze mgły, plac Senacki w Petersburgu. Pierwsza wskazówka to "zółć urzędowych gmachów", w trzeciej strofie pojawia się Newa i Admiralicja, w czwartej plac został nazwany i pada nazwisko puszkinowskiego bohatera - Oniegin. Idąc puszkinowskim tropem, nietrudno rozpoznać drugiego bohatera - Eugeniusza z ostatniej strofy. Oczywiście, nie jest to Oniegin, tylko obłąkany protagonista poematu Puszkina "Jeździec miedziany", którego wszędzie prześladował tytułowy jeździec, czyli pomnik Piotra I, stojący na placu Senackim - tak Mandelsztam zamyka opis placu odwołaniem do jego najbardziej rozpoznawalnego elementu, który materializuje się w świadomości czytelnika, nie nazwany, ale namacalnie obecny. 

W eseju "Słowo i kultura" Mandelsztam pisał: 
"Pisz wiersze pozbawione obrazów, jeżeli potrafisz, jeżeli będziesz umiał. Ślepy pozna najmilszą twarz ledwo dotykając jej widomymi palcami, i łzy radości, prawdziwej radości rozpoznawania, trysną z jego oczu po długiej rozłące. Wiersz żyje wewnętrznym obrazem, tym brzmiącym zlepkiem formy, który poprzedza napisany wiersz. Nie ma jeszcze ani jednego słowa, a wiersz już brzmi. To brzmi wewnętrzny obraz, którego dotyka słuch poety." 


Osip Mandelsztam, И Шуберт на воде, и Моцарт в птичьем гаме.../ Schubert nad wodą, Mozart w ptasim zgiełku...

Z cyklu Ośmiowiersze

Schubert nad wodą, Mozart w ptasim zgiełku,
Goethe, gwiżdżący na kręconej ścieżce,
Hamlet, myślący krokiem, pełnym lęku
Wierzyli tłumom i liczyli tłumu tętno.
Być może, szept się zrodził przed wargami
I w bezdrzewności już krążyły liście,
Ci, komu doświadczenie poświęcamy,
Przed doświadczeniem swe nabyli rysy.

***

И Шуберт на воде, и Моцарт в птичьем гаме,
И Гёте, свищущий на вьющейся тропе,
И Гамлет, мысливший пугливыми шагами,
Считали пульс толпы и верили толпе.
Быть может, прежде губ уже родился шопот
И в бездревесности кружилися листы,
И те, кому мы посвящаем опыт,
До опыта приобрели черты.

1934 г.

niedziela, 22 listopada 2015

Osip Mandelsztam, О временах простых и грубых.../ O czasach prostych i siermiężnych...

O czasach prostych i siermiężnych
Stuk kopyt końskich opowiada.
Dozorcy w swoich futrach ciężkich
Na twardych ławkach śpią drewnianych.

Do wrót żelaznych kołatanie - 
Portier, leniwy po cesarsku
Wstał i zwierzęcym swym ziewaniem
Twój obraz, Scycie, mnie ukazał.

Kiedy z chwiejącą się miłością,
Mieszając w pieśniach śnieg i Rzym,
Owidiusz woli zaprzęg głosił
W pochodzie wozów barbarzyńskich.


***

О временах простых и грубых
Копыта конские твердят.
И дворники в тяжелых шубах
На деревянных лавках спят.

На стук в железные ворота
Привратник, царственно-ленив,
Встал, и звериная зевота
Напомнила твой образ, скиф!

Когда с дряхлеющей любовью
Мешая в песнях Рим и снег,
Овидий пел арбу воловью
В походе варварских телег.

1914

Osip Mandelsztam, Раковина / Muszla


Być może, tobie niepotrzebny
Ja jestem, nocy; z świata toni
Jak muszla, co nie skrywa perły,
Na brzeg zostałem wyrzucony.

Ty obojętnie fale pienisz
I tak nieustępliwie śpiewasz,
Lecz ty polubisz, ty docenisz
Kłamstwo tej muszli niepotrzebnej.

Przy niej na piasku się położysz
I ją okryjesz swoją szatą
I z nią nierozerwalnie zwiążesz
Ogromny dzwon twych prądów zwartych.

I ściany muszli delikatnej,
Jak dom wyludnionego serca,
Napełnisz szeptem swojej piany
i jeszcze wiatrem, mgłą i deszczem...

***
Быть может, я тебе не нужен,
Ночь; из пучины мировой,
Как раковина без жемчужин,
Я выброшен на берег твой.

Ты равнодушно волны пенишь
И несговорчиво поешь;
Но ты полюбишь, ты оценишь
Ненужной раковины ложь.

Ты на песок с ней рядом ляжешь,
Оденешь ризую своей,
Ты неразрывно с нею свяжешь
Огромный колокол зыбей;

И хрупой раковины стены,
Как нежилого сердца дом,
Наполнишь шепотами пены,
Туманом, ветром и дождем...

1911

Osip Mandelsztam, Silentium


Nie, jeszcze się nie narodziła,
Jest nadal słowem i muzyką,
Dlatego wszystko, co jest żywe,
Nierozerwalna więź złączyła.

Równy jest oddech piersi morza,
Lecz dzień jest jak szaleniec jasny.
I blade bzy łagodnej piany
W naczyniu czarno-lazurowym.

Niech moje usta znów napełnia
Pierwotnie dana im niemota
Jak kryształowo brzmiąca nuta,
Co czysta jest od urodzenia.

Pozostań, Afrodyto, pianą,
Ty do muzyki, słowo, wracaj,
I serce, ty się serca zawstydź,
Co z życia źródłem jest zjednane.

***

Она еще не родилась,
Она и музыка и слово
И потому всего живого
Ненарушаемая связь.

 Спокойно дышат моря груди,
Но, как безумный, светел день.
И пены бледная сирень
В черно-лазоревом сосуде.

 Да обретут мои уста
Первоначальную немоту,
Как кристаллическую ноту,
Что от рождения чиста!
                                                                                
Останься пеной, Афродита,
И, слово, в музыку вернись,
И, сердце, сердца устыдись,
С первоосновой жизни слито!

1910, 1935


Osip Mandelsztam, Слух чуткий парус напрягает... / Słuch wyczulony żagiel pręży...

Słuch wyczulony żagiel pręży,
Pustka w spojrzeniu tkwi rozwartym,
I ciszę niczym toń przemierza
Bezdźwięczny chór północnych ptaków.

Jestem tak biedny jak przyroda,
I jak niebiosa jestem prosty
I wolność moja jest ułudą
Jak te północnych ptaków głosy.

Widzę, jak księżyc lśni nieżywy,
I niebo martwe niczym płótno,
Twój świat dziwaczny, chorobliwy
Milcząco akceptuję, pustko!

***

Слух чуткий парус напрягает,
Расширенный пустеет взор,
И тишину переплывает 
Полночных птиц незвучный хор.

Я так же беден, как природа,
И так же прост, как небеса,
И призрачна моя свобода,
Как птиц полночных голоса.

Я вижу месяц бездыханный
И небо мертвенней холста;
Твой мир, болезненный и странный,
Я принимаю, пустота!

1910, 1922 (?)

czwartek, 13 listopada 2014

Osip Mandelsztam, Bezsenność, Homer...

Bezsenność, Homer, żagle pełne wiatru.
Okrętów spis przebyłem do połowy.
Ów długi wylęg, co z głośnym klangorem,
rozpostarł kiedyś skrzydła nad Helladą.

Jak klucz żurawi ku nieznanym krajom –
laur boskiej piany na królewskich  głowach -
dokąd płyniecie? Gdyby nie ten powab
Heleny, cóż po Troi wam,  Achajom?

Morze i Homer wprawieni w ruch miłością -
kogo mam słuchać? Oto zamilkł Homer
i morze czarne szumi wierszem do mnie
i z ciężkim grzmotem  podchodzi pod pościel.