Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MacNeice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MacNeice. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Georgia O'Keeffe, 1979

And now the tempter whispers 'But you also
   Have the slave-owner's mind,
Would like to sleep on a mattress of easy profits,
   To snap your fingers or a whip and find
Servants or houris ready to wince and flatter
   And build with their degradation your self-esteem;
What you want is not a world of the free in function
   But a niche at the top, the skimmings of the cream.'
And I answer that that is largely so for habit makes me
   Think victory for one implies another's defeat,
That freedom means the power to order, and that in order
   To preserve the values dear to the elite
The elite must remain a few. It is so hard to imagine
   A world where the many would have their chance without
A fall in the standard of intellectual living
   And nothing left that the highbrow cared about.
Which fears must be suppressed. There is no reason for thinking
   That, if you give a chance to people to think or live,
The arts of thought or life will suffer and become rougher
   And not return more than you could ever give.
And now I relapse to sleep, to dreams perhaps and reaction
   Where I shall play play the gangster or the sheikh,
Kill for love of killing, make the world my sofa,
   Unzip the women and insult the meek.
Which fantasies no doubt are due to my private history,
   Matter for the analyst,
But the final cure is not in his past-dissecting fingers
   But in a future of action, the will and fist
Of those who abjure the luxury of self-pity
   And prefer to risk a movement without being sure
If movement would be better or worse in a hundred
   Years or a thousand when their heart is pure.
None of our hearts are pure, we always have mixed motives,
   Are self deceivers, but the worst of all
Deceits is to murmur 'Lord, I am not worthy'
   And, lying easy, turn your face to the wall.
But may I cure that habit, look up and outwards,
   And may my feet follow my wider glance
First no doubt to stumble, then to walk with the others
   And in the end - with time and luck - to dance.

Louis MacNeice, from Autumn Journal 

piątek, 12 sierpnia 2016

Dining like a pauper

Wszystkich poetów, których lubię, łączy to, że są skaldami, łączą wyrafinowanie formalne z pięknymi kenningami. Ale zauważyłam, że moje osobiste sposoby rowiązywania tych kenningów i cieszenia się nimi są dla każdego poety inne.

Najlepiej to obrazuje powiedzenie breakfast like a king, lunch like a prince, dine like a pauper - w często powtarzanym w moim domu rodzinnym wariancie: завтрак съешь сам, обед раздели с другом, ужин отдай врагу (śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, kolację oddaj wrogowi). 

Auden to niewątpliwie śniadanie: jego kenningami chcę cieszyć się w samotności i  nie dzielić się z nikim, jak kwiatem kaktusa. MacNeice jest zdecydowanie lunchem, którym lubię się delektować w wąskim gronie. No a Mandelsztam jest uroczystą kolacją, jego kenningi proszą się o wspólnotę, tłum i publiczność, żądają rozgłosu i światowości i są wnoszone jak kolejne dania, tylo na spróbowanie, żeby zyskać uznanie smakoszy. Jest jeszcze Brodski, który doskonale mieści się w nieujętej w przysłowiu kategorii five o'clock (niby pijemy herbatkę, ale ile przy tym zjemy...)

Więc będzie o Mandelsztamie.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Louis MacNeice, Dedicatory Poem to Collected Poems 1925-1948

Do Hedli

Działam jak młodszy, niż jestem, myślę, jak starszy,
Pochowałem tyle bezładnych chwil w tym wyborze,
Że czuję się zmalały; jak gdyby kwietniowa odpowiedź
Odpadła jak liść od Pytania i teraz się kręci,
Przemija wraz z rokiem, łączę widmo i obraz,
By dać je tobie, Hedli, jak prezent na teraz.

Ponieważ żyję, zbyt często, tu i teraz,
Nie ufam przyszłym bogom, nie dbam o starszych,
którzy stworzyli mych ojców na swój obraz,
I teraz stoję tu, ogłuszony wyborem
Wściekłych dźwięków, co płyną, gdziekolwiek się skręci,
Na tych, którzy dopiero poznali odpowiedź.

Przykładam ucho do ziemi, lecz brak odpowiedzi,
Choć wiem, że Słowo, jak bulwa, tkwi tam teraz,
I że podziemne koła wciąż się kręcą,
By świat wybuchnął zielenią, kiedy my starsi,
A Inni będą dojrzalsi, by zrosić wybór
świeżym listowiem wglądów i kwieciem obrazów.

Kiedyś byłbym rad, gdyby rzeczy swój obraz
Odbijały w swym blasku, a odpowiedzi
Były szybkie i płynne, i z morza wybrać
Byłoby można przygodną rzecz na teraz:
Kość albo muszlę, wiadomość od starszego
Wyrzutka, po którego statek nie skręcił.

Lecz teraz nie jestem rad, nic się już nie odkręci,
Płaty winy spadają z prywatnych obrazów,
Poeci, których znam, młodzi i starsi,
Skazani na ciszę, chyba że zgadną odpowiedź,
Którą ponura przeszłość ukryła w teraz,
Którą się ledwo da wyczuć w tym wyborze.

Więc w tym momencie wręczam ci ten wybór,
W nadziei, najdroższa, że nie będzie pokrętny,
I że twe palce, kartkując, uwolnią teraz
Salut dla moich mar i rupieci obrazów
I półślepych pytań wciąż bez odpowiedzi,
Których brak nie jest mniejszy, im jestem starszy.

Coraz starszy. Czy tam, gdzie trzeba, skręciłem?
Rytm i obraz to wciąż połowa odpowiedzi

I połowiczny wybór. Lecz przyjmij to teraz.

niedziela, 10 stycznia 2016

'One infallible symptom of greatness is the capacity for double focus', W. H. Auden

According to the Oxford Dictionary 'parable' means 'any saying or narration in which something is expressed in terms of something else'. 'Also,' it adds, 'any kind of enigmatical or dark saying.' This should certainly cover the whole range of my specimens from the Faerie Queene, which Spenser himself described as a 'dark conceit', to the Ancient Mariner, Waiting for Godot, Pincher Martin or the poems of Edwin Muir. Within this range there will naturally fall some works that can be labelled with my discarded words and can be correctly described, in whole or in part, as allegories, fantasies and so on. But, to counter the 'dark saying' of the dictionary, I should like to anticipate some of my later remarks and state baldly here that one very valuable kind of parable, and particularly so today, is the kind which on the surface may not look like a parable at all. This is a kind of double-level writing, or, if you prefer it, sleight-of-hand. It has been much used by poets and one could make out a case that all worthwhile poetry involves something of the sort.
Louis MacNeice, The variety of parable.
Według Słownika Oksfordskiego, przypowieść to "każda wypowiedź lub narracja, w której jedna rzecz jest wyrażona za pomocą innej, a także każdy rodzaj enigmatycznej lub zawiłej wypowiedzi." To, z całą pewnością, można odnieść do wszystkich moich przykładów, od Królowej Elfów, którą sam Spenser opisał jako "zawiły koncept", przez Dawnego żeglarza, Czekając na Godota, Pincher Martin, aż do wierszy Edwina Muira. Do tego szeregu naturalnie włączą się utwory, do których można zastosować odrzucone przeze mnie określenia i które mogą być słusznie nazwane, w części lub w całości, allegoriami, fantazjami i tak dalej. Jednak, gwoli przeciwstawienia się "zawiłej wypowiedzi" ze słownika, muszę, poprzedzając niektóre moje dalsze uwagi, wysunąć śmiałe stwierdzenie, że bardzo cennym rodzajem przypowieści, szczególnie obecnie, jest taka przypowieść, która na pozór wcale nie wydaje się przypowieścią. Jest to rodzaj dwupoziomowego pisarstwa, lub, jak kto woli, kuglarstwa. Jest często używany przez poetów i zaryzykuję stwiedzenia, że każda wartościowa poezja ma w sobie coś z tego.

niedziela, 22 marca 2015

Louis MacNeice, Twelfth Night / Wieczór Trzech Króli

Kmiotki rade na śnieg w chłopięcym świecie–
Ten chrzęst landrynek w ustach,
Ten mroźny chrzęst pod stopą –
O gdyby tylko czas był wciąż w zamiecie
Spowity, i niepewna odwilż,
I śnieg przenigdy się nie stopił!

Gdy słup pocztowy wkładał białe szaty-
Ład żywopłotu i dachu,
Myśli i wzroku równość -
I twoja liczba każdy śniegu płatek
Zdobiła, życie zaś okrągłe
Jak zero było, zeru równe.

Lecz teraz sfinks ma zmienić postać -
Droga, ujrzana w roztopach
Rebus wybuchem zburzony -
I życie trzeba niby taśmę ciągnąć,
By zmierzyć nim coś poza nim,
Nie dane, lecz zrobione.

Bo czas prezentów dobiegł końca.
Chłopiec dorasta, śnieg taje,
Błazeństwo ma starczyć na wieczność.
Jest goła ziemia, by się oprzeć,
Nieozdobiona. Nadszedł wieczór
Trzech Króli albo co chcecie... co chcecie.


wtorek, 17 lutego 2015

Louis MacNeice, Nature notes / Nuty natury

Nuty natury

Mlecze

Niepoprawne, zuchwałe,
Rozświetlały żużlową ścieżkę mego dzieciństwa, 
Zwyczajne, przeciwieństwo pierwiosnków,
Lecz, inaczej niż pierwiosnki, zdolne
Rosnąć gdziekolwiek, na torach, pirsach
Jak nasi wylewni przyjaciele, którzy nigdy
Nie wzbudzą w nas afektu, lecz wypełnią
Bezpierwiosnkowe, bezróżane pauzy.

Koty

Niepoprawne, niezaangażowane
Ożywiały długie mdłe godziny mego dzieciństwa,
Subtelne, przeciwieństwo psów
I, inaczej niż psy, zdolne
Flirtować, upadać i ziewać gdziekolwiek,
Jak kobiety nie dbające o kontrakt,
Lecz chodzące własnymi drogami
Czynią drogę swych kochanków lżejszą.

Derkacze

Niepoprawne, niemuzykalne,
Łączyły żywopłot wokół mego dzieciństwa,
Zwyczajne, przeciwieństwo kosów,
Lecz, inaczej niż kosy, zdolne,
Gdziekolwiek są, zatwierdzać lato
Jak głośni mężczyźni za rogiem,
Których nigdy nie widać, lecz ich szorstkie
Głosy dają nam pewność.

Morze

Niepoprawne, bezwzględne,
Kołatało w żwirową plażę mego dzieciństwa,
Subtelne, przeciwieństwo ziemi
I, inaczej niż ziemia, zdolne
W każdym czasie ogłaszać wieczność
Jak coś lub ktoś, komu
Musimy się poddać, znajdując
Przez to poddanie życie.

piątek, 5 grudnia 2014

Louis MacNeice, Les Sylphides

Życie w jeden dzień: zabrał dziewczynę na balet
Był krótkowzroczny, więc sam widział niewiele
Białe spódnice na szarej
Łące, i fala muzyki
Podnosi białe żagle

Kielich za kielichem, białe dzwonki w bryzie,
kwiaty po prawej odbiciem kwiatów po lewej
Nagie ramiona nad
Upudrowanymi twarzami
Jak trawa morska w toni

Unosimy się – myślał – ponad czasem, bez steru,
teraz nierozłączni, odtąd zawsze już
będziesz ubrana w biały
atlas z czerwoną wstęgą
pod tańczącymi drzewami.

Lecz muzyka ustała, tancerze odeszli,
rzeka dotarła do śluzy – tasowanie programów –
I nie możemy iść dalej
z prądem, nim się zgodzimy
wejść do śluzy i opaść.

Więc się pobrali – żeby być tym bardziej razem –
I odkryli, że wcale nie są jak dawniej razem:
rozdzieleni poranną
kawą, wieczorną gazetą,
dziećmi i rachunkami.

Budząc się czasem w nocy, znajdowała pewność
W jego miarowym oddechu, lecz myślała, czy
było naprawdę warto
i gdzie odpłynęła rzeka
i gdzie są białe kwiaty.

poniedziałek, 6 października 2014

Louis MacNeice, Tam cari capitis

That the world will never be quite— what a cliche— the same
again
Is what we only learn by the event
When a friend dies out on us and is not there
To share the periphery of a remembered scent

Or leave his thumb-print on a shared ideal;
Yet it is not at floodlit moments we miss him most,
Not intervolution of wind-rinsed plumage of oat-field
Nor curragh dancing off a primeval coast

Nor the full strings of passion; it is in killing
Time where he could have livened it, such as the drop-by-drop
Of games like darts or chess, turning the faucet
On full at a threat to the queen or double top.




Tam cari capitis

To, że świat nigdy już nie będzie – co za banał – ten sam
Jak dawniej, to jedyne, co poznamy w momencie,
Gdy nam przyjaciel umrze i zostawi pustkę tam,
Na obrzeżach zapachów, co trwają w pamięci,

Nie odciśnie już swego piętna na wspólnym wzorze;
Lecz nie w świetle jupiterów najbardziej brakuje jego,
Nie w omytych wiatrem splotach plumaży na polu zboża
Nie w koraklu, tańczącym precz od pradawnego brzegu

I nie w orkiestrze pasji; tylko w zabijaniu
Czasu, które mógłby ożywić, jak w miarowym spadaniu kropel
Gry typu lotek lub szachów – odkręcając kurek
Na całego, gdy jest zagrożony hetman lub „double top”.


Poezja MacNeice'a jest bardzo kinestetyczna i bardzo śpiewna, i ta śpiewność też jest na poziomie ciała, nie słuchu. Jego wiersze sprawiają fizyczną przyjemność. 


Bardzo trafnie podsumował go Brodski: 

Można wiele powiedzieć o człowieku po tym, jak wybiera epitety. Myślałem o MacNeice'u: chaotyczny, muzykalny i folgujący sobie i wyobrażałem go sobie impulsywnym i wycofanym.  

You can tell a lot about a man by his choice of an epithet. I thought MacNeice chaotic, musical and self-indulgent, and imagened him moody and reticent.(Josepg Brodsky, In memory of Stephen Spender, [w:] On grief and reason, NY 1995, s. 469)

piątek, 19 września 2014

On board we have just had gas-masks issued and it occurs to me that it is time to readjust the Virgilian conception of  the Gates of Horn  and the Gates of Ivory; according to Virgil true dreams come through the former and false through the latter, truth as usual being thought of as correspondence to fact, and fact being limited to the waking world of the senses. But that will not do any more. My waking eyes show me human beings in gas-masks, archaic monsters but not, like the seahorse, beautiful, and why should I call that truth? It is worse than any dream that the Ivory Gates ever opened on. You can chop and change the words; if the world of gas-masks is x, you can call x Appearance of Fact or the Given or the Real or the Actual or Truth, but you have to suppose another world y which according to your phraseology may not be more factual or even more actual or even more true or even more real but, if not given, at least is made, which is better. So gas-masks are made too? In a sense of course you are right, but that is the paradox of technology. It begins with sheer creative imagination and it ends - at least that is how it looks in 1940 - in a brute and random necessity, negation of human freedom.


Louis MacNeice, The strings are false. An unfinished autobiography


Na pokładzie rozdano nam maski gazowe i pomyślałem, że pora zrewidować Wergiliańską ideę bramy z rogu i bramy z kości słoniowej. Według Wergiliusza sny prawdziwe przechodzą przez tę pierwszą, a łudzące przez drugą, prawda jest, jak zwykle, rozumiana jako zgodność z faktami, a fakt ograniczony do odczuwanego zmysłami świata czuwania. Ale teraz to już nie do przyjęcia. Moje czuwające oko ukazuje mi istotę ludzką w masce gazowej - starożytnego potwora, lecz nie pięknego jak hippokamp, i dlaczego mam nazywać to prawdą? To jest gorsze od  każdego snu, ktory kiedykolwiek przekroczył bramę z kości słoniowej. Można kluczyć między słowami, jeśli świat maski gazowej jest x, niech x będzie Ujawnieniem Faktu lub Tym Co Dane lub Tym Co Realne lub Tym Co Właściwe lub Prawdą ale wobec tego należy założyć istnienie innego świata y, który według twojej frazeologii może nie być bardziej faktyczny czy nawet bardziej właściwy czy nawet bardziej prawdziwy czy nawet bardziej realny, ale jeśli nie jest dany, przynajmniej jest stworzony, co jest lepsze. Więc maski gazowe też są stworzone? W pewnym sensie oczywiście masz rację, ale na tym polega paradoks technologii. Zaczyna się jako czysta twórcza wyobraźnia i kończy się - przynajmniej tak się wydaje w roku 1940 - jako bezwzględna przypadkowa konieczność, zaprzeczene ludzkiej wolności.